• Wpisów:35
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:71 dni temu
  • Licznik odwiedzin:1 133 / 132 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Czyżby znowu zjadło mi mój najważniejszy wpis? Niw no k....a nie wierzę
  • awatar Abstrakcyjny blog: Właśnie zawsze tak jest, że jak już napiszesz coś dobrego, to ci się to nie wstawia. Ehhhh... Dlatego teraz przed każdym wstawieniem, kopiuję wpis, abym go nie straciła
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czasem sobie myślę a co się stanie jak wszystko minie i nic się nie ostanie...
 

 
Nie było mnie tu trochę,taka pora...ciepło,leniwie a zarazem,więcej się dzieję. Z tych planowanych...widziałam się z nim. Na żywo wygląda dużo młodziej i ma,zabójczy głos,oraz boskie oczy. Spędziliśmy trzy cudne dni. Nie obyło się bez komentarzy,dziwnych spojrzeń. Spodziewałam się tego. Za to jego zachowanie mnie zdumiewało,nie dbał o to co myślą i mówią o nas inni. Różnią nas jedynie liczby choć wiekowo czujemy się podobnie. Nie pozwoliłam mu się przelecieć ,uznałam że powinniśmy być tego pewni czego od siebie oczekujemy....by nie różniły nas potrzeby, że on szuka seksu a ja silniejszych więzi. I bardzo dobrze się stało. On pierwszy mi za to podziękował. Przyznał się, że wszystkie jego związki zaczynały się od łóżka i nie przetrwały. Że chcę o mnie zabiegać,troszczyć się...a na seks poczeka bo na tym etapie nie jest najważniejszy. Boże, to już nie jest zwyczajny romans... 23go znowu się zobaczymy. Przestała istnieć ta różnica wieku.... Do tego powiedział o mnie swojej matce....nie straciła przytomności choć raczej nie będę jej faworytko i doskonale ją rozumiem,jest tylko trochę starsza ode mnie..
 

 
I jednak jakaś część mnie była silniejsza. Nie pojechałam. Po krótce nie wsiadłam do autobusu. Zaczęłam rozdrabniać na części pierwsze,co będzie po spotkaniu. Skoro teraz szantażował mnie samobójstwem to co później?..Jest młody i boję się,że ślepo zauroczony mną a co za tym idzie gotowy na wszystko. Jednak dałam sobie czas na przemyślenie i wyznaczyłam drugi termin. Niczego już nie jestem pewna.
 

 
Stało się..bilet na sobotę kupiony, choć On tego nie wie jeszcze. Torba spakowana. Podróż życia,ostatni raz autobusem w podróż jechałam jak byłam w podstawówce. Wszędzie sama,autem. Tym razem musi być inaczej. Boję się tego spotkania. A zarazem pragnę.
 

 
I znowu,rozmowy nocą. Słaba jestem. Gdy tylko słyszę,jak mnie kocha,pożąda,pragnie do szaleństwa. Jak bardzo chce mnie dotykać,pieścić,na przemian kochać się i pieprzyć. Wszystkie postanowienia idą w nie pamięć. Jestem jego niewolnicą. A teraz ta niewolnica niech podnosi tyłek i jedzie do pracy.
 

 
Jutro idę na zakupu,rozsądek mówi,,nie kupuj nic na ten wyjazd,, a cała reszta już w myślach ma spakowaną walizkę. Do piątku nie wiele czasu. Zaczynam panikować,jechać -nie jechać?. O moim romansie nikt nie wie poza trzema osobami,ale o wyjeździe już zupełnie nikt. Szczerzę mówiąc, gdyby to moja przyjaciółka była tak powalona,kupiła bym ogromny młotek i jebała w ten pusty łeb tak długo, aż by ten jej romans bokiem wyszedł. A o pomyśle,wyjazdu...mowy nie było by nawet. Więc może zamiast na łach powinnam odwiedzić OBI i kupić wkrętarkę,przymocować się do ściany i przeczekać kryzys.
 

 
Zupełnie jakby moja głowa tworzyła krzyżówkę. Brakujące słowa, brakujące hasło. Poziomy i piony. Czemu komplikuje wszystko co dawno można było wyprostować. Idę wymęczyć teraz ciało,skoro głowy nie można....ćwiczenia może nie rozwiążą problemów,za to podniosą pośladki.
 

 
Miałam mnóstwo czasu na przemyślenia nad tym co robię i co on robi ze mną. Resztkami sił,zdobyłam się na odwagę i napisałam, że to kończę,nim nie doszło,do realnego spotkania. Chciałam wiele pod porządkować dla niego,wbrew sobie samej. Wiele fantazjował o mnie plus inna kobieta. Zaczęłam nawet to brać pod uwagę ,pomimo wewnętrznego sprzeciwu.Wywołałam demona. Zaczął się szantaż emocjonalny. Że beze mnie nie chcę żyć,że skończy ze sobą,że kocha,że żył tym spotkaniem. I wpadłam w większe gówno niż byłam wcześniej. Zaczęłam błagać by wrócił do domu,by nic sobie nie zrobił. Zaczęła się negocjacja. On wróci,jak ja wrócę do niego. Nie czuje się z tym dobrze...
 

 
Pozatym co ja sobie w ogóle wyobrażałam,że on i ja, to coś ważnego,na zawsze,że będzie jak w tanich romansidłach...?. Chciałabym,żeby dziś do mnie nie napisał,żeby mnie olał. Było by dużo,prościej podjąć decyzję. Przecież mam co naprawić tu na miejscu,czemu się na tym nie skupiam.
 

 
Znikłam,wczoraj wcześniej sen mnie lotem błyskawicy uśpiła. Nim jeszcze poczułam poduszkę. Za dużo mam na głowie,zaczynam nie wchodzić,w zakręty. I jeszcze on. Nie wiem, robi to na umyślnie,chce bym była zazdrosna. Ma przewagę ,jest 16lat młodszy może mieć każdą. Problem w tym ,że wszystko tym psuje. Zawsze interesowali sie mną sami młodsi faceci,nie jestem brzydka i raczej dosyć atrakcyjna. A jednak zakompleksiona do szaleństwa. Zupełnie nie wiem czemu. Tak jak,nie wiem czemu gustuje w nieodpowiednich mężczyznach. Jestem teraz jak fragment piosenki,,odejdę cicho,bo tak chcę..
 

 
Nie wiem co robić. spotkać się z nim czy lepiej sobie darować....mieszam się w uczuciach. Jak tylko myślę ,że jednak,zdrowiej i rozsądniej będzie się wycofać. Piszę On. I wszystko jest znowu na starcie... Wiem,że jak uwikłam się w ten romans,nie łatwo będzie go od tak zakończyć.
 

 
Nie chcę mi się szukać dziś chęci na cokolwiek,a już na pewno nie na zastanawianie się czy ma,to sens. Choć przyszły wątpliwości, a to krótka droga do ,,uśmiercenia,, nadziei.
 

 
Dzwonił Ł. Poznałam,go trzy lata temu na wieczorze panieńskim...Przystojny blondyn z ciemnymi oczami,wysoki i z boskim ciałem. Był z kolegami dużo starszymi. A ja na odwrót taka ,,mamuśka,,w towarzystwie. Jednak to mnie upatrzył i przetańczył całą noc,odwożąc mnie później do domu. Była okazja do seksu ,ale spanikowałam. Różnica powyżej dziesięciu lat sprawiła,że w panice się z nim żegnałam. Spotkań było jeszcze kilka...przyjacielskich,koleżeńskich...kilka pocałunków i za każdym razem ja to kończyłam. Podniecał mnie ,nawet bardzo. Ale nie mogłam. Od tamtej pory kolegujemy się dosłownie,od dwóch lat ma kobietę 20lat starszą. Kiedyś go krytykowałam,że powinien przemyśleć co robi. Teraz wszystko się zmieniło,stał się moim powiernikiem,spowiednikiem...i jako jedyny nie krytykuje tego, że mam taką zażyłości z mężczyzną o 16lat młodszym od siebie. Dziś właśnie zostałam zaproszona na grilla do niego i jego partnerki. Będzie okazja do wypłakania się na ramieniu tych co mnie mogą bardziej niż ktokolwiek zrozumieć.
 

 
Teraz już wiem,zmarnowałam swoją młodość,spieprzyłam dojrzałości i skutecznie próbuje spierdolić pozostałą resztę życia. Nie mam nic do stracenia,a jednak tak bardzo się boję o to co jeszcze mogę mieć a znowu mogę stracić. Liczą się tylko chwilę...tyle razy to słyszę,że aż nie umiem pojąć dlaczego dobrej pory mam ich tak nie wiele.
 

 
Zupełnie odchodzę od zmysłów...tu codzienność,na gazie obiad strzela z pokrywki,w koncie czeka już wcześniej wyjęty odkurzacz w pralce oczekujące pranie. I ja z dzieckiem na rękach z plamą na koszulce. I telefon od Niego. Powinnam chociaż sie wstydzić ale nic,wręcz odwrotnie. To jego zasługa,to on mi powtarza,że wiek to tylko liczby. Więc przestałam je odliczać,przeliczać i poróżniać. Zaraz będzie rok ,w tym czasie dawno przestałam w nim widzieć chłopca a mężczyznę.
 

 
Czasem mam ochotę ustawić znak Stop lub chwilowo zrobić pauzę. Dom,dzieci,mąż,rodzina,znajomi. Tymczasowe nie ma mnie,nie istnieje w tym moim prozaicznym życiu. Lubię wierzyć w bajki choć bajkowo nie jest. Jeszcze poleżę, tylko łóżko wie jak bardzo jesteśmy sobie potrzebni. W nocy słyszałam telefon,ale nie miała tyle siły by sięgnąć ręką po niego. Sześć połączeń od Mateusz i jedno od Mąż. Więc nic pilnego...Dziś mam ochotę na seks. Taki niegrzeczny.
 

 
Czasem jestem jak ten ktoś,kto wyszedł po fajki lub gazetę i nie wrócił. Mąż w delegacji,a ja rozprawiam o aksamicie dotyku kochanka, którego jeszcze nawet nie miałam sposobności smakować . Wychodzę myślami i nie wracam,otwierając papierowe marzenia, jak te kolorowe czasopisma czekając na zapowiedziany happy end.... Nawet nie wiem czy naprawdę tego chcę,czego w ogóle kurwa chcę?
 

 
Ja pierdole,chyba nie do konca wiem kim jestem. W głowie szczelina,nie ma czym zasypać ani załatać. Gdzie się podziałam?
 

 
A co,jak dojrzeje myśl o odejściu, już w chwili kiedy nawet nie było realnego dzień dobry?
 

 
Dziś,znowu pisaliśmy do siebie całą niemal noc,rozmawialiśmy w przerwach od pisania. Chcę tego,ale jak już wszystko mija,zaczynam,zastanawiać się gdzie to mnie doprowadzi. Czy nie psuje mu życia. Przecież ze mną nie stworzy rodziny,będę zawsze albo na chwilę ale tylko kochanką....
 

 
Mam wrażenie ,że zapomniałam kim jestem. Zaczynam grać rolę, której nie umiem się nawet wyuczyć.
 

 
Znowu to robi ...może trochę go do tego prowokuję,ale w dużej mierze to on to zaczyna...I gdy zaczyna od tego co mam na sobie,nie kontrolowanie przebieram nogami i schodzę dłonią dokładnie tam gdzie chce go poczuć..
 

 
Dziś nad tym myślałam czy jestem zepsuta,czy zaczynam być...czy zawsze byłam ale w ukryciu...Od kiedy go poznałam pragnę wszystkiego tego czego do tej pory rozum nawet nie dopuszczał jako fantazji. On obudził we mnie demona seksu. A przeciez sam fakt ,że go pragnę pozatym, że jest zakazany to jest już perwersyjny. Boję się go,bo tu uczucia idą za rękę z pożądaniem. Nie spotkaliśmy się realnie..jeszcze nie,a co później.?
 

 
Chcę być jego suką jestem jednak,pojebana!
 

 
Wyjechał,nie czuje żalu,smutku,a bardziej ulgę. Jestem podła,że tak myślę..W sumie wiedziałam jaką ma pracę,kiedyś modliłam się o jego powrót, teraz o jego wyjazd. Czy można cofnąć przemijające uczucie?
 

 
Wypieść choćby myślami moje ciało,niech pachnie Twoim pożądaniem,pozwól utonąć w otchłani tęsknoty.
 

 
I znowu,czy to szaleństwo być całą myślą,tylko tą jedna jedyną,choć codzienność to szeregi wszelkich innych spraw?. A jeśli moje ciało dojrzało, a mój rozum dopiero zaczyna pączkować? Cofam się w uczuciach,uwsteczniam w dojrzałości dokonywania właściwych decyzji. Chyba,że właśnie jestem dorosła na tyle by przestać się bać tego czego nigdy nie byłam wstanie chcieć przeżyć właściwie tak jak należy.
 

 
Jakim cudem, jestem wstanie dziś ogarnąć wszystko,to sama sobie się dziwię...chciałabym sobie przyznać nagrodę w postaci ciszy i jednego dnia spokoju. Tak,odpowiedź jest jedna nie w tym życiu ,nie w tym wcieleniu..jesli jakiekolwiek po tym nastanie.
 

 
Ból głowy na dzień dobry kiepskie powitanie. Puls w skroniach,przypomina że wczoraj alkohol przejął kontrolę nad moim ciałem...swoja drogą nawet nie pamiętam,ja te owe ciało poległo na łóżku. Kac moralny....o tak ogromny. Nie lubię być pijana. A jednak . Leżałam trzy kwadranse nieruchomo jakby miał nastąpić jakiś cud,nie nastąpił. Poczułam zapach kawy i spojrzenie z stałym,strumieniem powietrza na skroni. Wiedziałam,że patrzy. Może nawet mnie żałuję,a może celebruje że jestem żywym trupem własnej głupoty. Brawo,nie otworzyłam oczy..Słyszałam jak wyszedł,chwile zatrzymując jeszcze się w drzwiach. Mąż. Czemu tak bardzo się ostatnio,rozminęliśmy. Dwoje obcych w jednym domu. A tak bardzo bym..teraz tak...potrzebuję bliskości. A może tylko tak mi sie wydaję.
 

 
A co jak wytrzeźwieje nie tylko z alkoholu ale i złudzeń? A może powinnam. Robię chyba sobie krzywdę..
 

 
Droczenie się,maleńkie słówka łamane na pół. Czy tylko ja nie traciłam w tym pogody ducha?dopatrywanie się czegoś czego nie ma, jest natręctwem. Leczenie tego jest zaś głupotą. Gen czy zwyczajne nabyte dziwactwo ,z poprzednich związków?. Czułam dziś pogardę w spojrzeniu koleżanki na krótkie,,pół słówka,,. Nie zrozumiany sarkazm ,kładł się trupem,na moich stopach. Ukrywałam zuchwały w jakiś sposób uśmieszek...bawiłam się tym,czułam cichą satysfakcję...Wypiję dziś za to,nim zostanę do reszty sforsowana krytyką...Bezwstydnie nie kryjąc tego,że można mieć dwa życia...i kochać kogoś tak bezwstydnie i nie moralnie...Wytykanie różnić,jest tu zbędne. A odwoływanie się do zdrowego rozsądku gdy go już dawno brak jest stratą czasu. Tak...już nawet nie wiem, kto zaczął tę grę..kto kogo uwiódł?. Zatarła się różnica wieku tak bardzo,że zapomniałam że mógłby być,moim synem..ale nie jest..
 

 
Czy szukasz mnie w innej ,tak jak ja szukam Ciebie w innym...w każdych mijających oczach...nikt takich nie ma jak Ty...
 

 
Mijając cukierenkę rozkoszowałam się przyjemną wonią jaka otuliła moje wszystkie emocjonalne brzegi ,krawędzie, swoistego kanionu przyjemności ...czy tak będzie w chwili gdy poczuje zapach jego ciała...Zapadnie w pamięci jak różowa cukrowa wata, czy będzie tylko wspomnieniem tego wszystkiego czego nie wolno było poczuć ,nie pozwolić przesiąknąć,stać się całym zapachem nie do zmycia...nie do zwietrzenia...Nie czułam Ciebie a pachnę seksem.
 

 
Nie szukam możliwości powitania ,nie żegnając się jeszcze z przeszłością...W końcu moja przyszłość jest jak mój cień w upalny dzień,na plecach tego co było. Czuje się jak małe dziecko. Tęsknię do tego czego jeszcze nie mam. A co bardzo chcę mieć. Czy poczuję ulgę czy tylko większe brzemię własnych pragnień. Kiedy zdrada przestaje być nią. A kiedy zaczyna, nie będąc nią namacalnie. Myślę o nim. A nie wiem czy powinnam. W tej poplątanej myśli usprawiedliwiam grzech jakiego dopuszczam się każdej nocy,południa i poranka.